Kochana moja, maleńka, Niewinna …
Niesprawiedliwy, okrutny Los nie dał mi Ciebie ocalić …
Dziś mija kolejny dzień, a oczy ciężkie od łez nie chcą się wcale otworzyć …
Moja maleńka Pola …
Dlaczego tak jest ?
Jaki w tym sens , że tak szybko odchodzą od Nas Białe Anioły …?
Nie ma już mojej wspaniałej Poli. Odeszła od Nas.
Widziałam jak z dnia na dzień coraz bardziej gaśnie w niej płomień … Płomyk, drobny płomyczek, iskierka, chwiejna i słaba z końcem … Miałam nadzieję … że to nie to i … nie teraz …
To był trudny czas, choć teraz nie jest wcale lżej … Bezsilność była przytłaczająca.
Nie ma jej, a wciąż ją widzę, wspominam.
Był taki czas kiedy myślałam, że wyzdrowieje … Chciała wtedy żyć – czułam to. Nie rozumiem dlaczego, któregoś dnia przestała walczyć … W pewnym momencie jakby coś straciła – i wiarę i siłę i nadzieję …
Pola odeszła. Nie ma jej. Już na zawsze.
To niesprawiedliwość wielka, gdy odchodzą Ci, których kochamy najbardziej …
A przecież wszystko miało się skończyć jak w bajce …
Pola trafiła do Nas w bardzo ciężkim stanie – odwodniona, z wodnistą biegunką, zarobaczywiona, świerzbowiec, pchły, wszoły, zapalenie spojówek, koci katar, trzecia powieka …
Nie było pewności czy przeżyje. Intensywna opieka weterynaryjna i całodobowy pobyt lecznicy powoli poprawiały jej stan zdrowia. W lecznicy była 2 tygodnie. Ta mała 5 miesięczna koteczka
miała zaledwie 0,5 kg wagi …
Kiedy trafiła do Naszego domu miała ogromny strach w oczach, a jednak powoli zaczęła Nam ufać. Kroki człowieka niepokoiły ją, wywoływały lęk. Wyciągnięta dłoń powodowała, że zastygała w bezruchu i kuliła się. Przywierała do ziemi jakby chciała się schować. Kładła uszy jakby oczekiwała że zaraz nastąpi atak.
Co przeżyła ta malutka … ? Nie dowiemy się, tą tajemnicę zostawiła sobie, już na zawsze.
Uważaliśmy na każdy domowy dźwięk, podchodziliśmy spokojnie, powoli, na kolanach. Ruch ręki, ciała musiał być spokojny. Tylko cisza i spokój – chcieliśmy aby Nam zaufała …
Niespodziewanie u Poli nastąpił nawrót choroby – pojawiła się temperatura, 41⁰, katar, zapalenie spojówek, brak apetytu, nie chciała pić wody, dużo spała, była wycofana i nieobecna ..
Ponowne leczenie przypominało sinusoidę. Raz było lepiej, potem nawrót, potem jeden, dwa dni poprawy i znów zwrot. Spadała na wadze, nie miała siły aby podnieść główkę, otworzyć oczy …
Tak było przez kolejne 3 tygodnie. Cały czas miałam swoje przemyślenia, co do powodów choroby. Nie były to dobre przypuszczenia, ale łudziłam się, że tylko tak „czarno” dramatyzuję.
Kiedy nastąpił wylew krwi do gałek ocznych – poczułam, jakby jednak … zapadł wyrok nad biedną, maleńką Polinką … Wszystkie „puzzle” poskładały się w całość. Chciałam się mylić. Nieszczęśliwie dla Nas i dla Poli – moje czarne myśli okazały się niechcianą prawdą …
Polę zabijał wirus, śmiertelny, cichy.
Bezwzględny, przyczajony myśliwy ustrzelił niewinną zwierzynę …
Walczyła jeszcze dzielnie przez dwa następne tygodnie. W ostatnich dniach opadła z sił.
Kuliła się w kłębek, wciskała pod sweter i zasypiała. Leki już nie podziałały … Odeszła …
Długo się zabierałam aby to napisać … zawsze wtedy wracały wspomnienia …
Chciałam aby coś po niej zostało, aby ktoś o niej przeczytał. Tak bardzo ją kochałam …
Możesz pomóc Nam uregulować rachunek za leczenie POLI :
Stowarzyszenie Humanitarno-Ekologiczne „Dla Braci Mniejszych”
46 1140 2017 0000 4202 1012 0220
tytułem : za leczenie POLI
tekst by Aneta






